lubelskie

Lubelskie jest cudne. Nie tylko przyroda ale też ludzie, architektura, wydarzenia. Wszystko jest.

Miasta i regiony

  • czwartek, 30 grudnia 2010
    • zamek w bochotnicy

       

      Zwykle w takich przypadkach odsyłam do Wikipedii ale tym razem obczytałem się trochę i sam zabawię się w przewodniaka. To znaczy quasi-przewodnika :-) ... podpieram się inforamcjami zaczerpniętymi ze strony http://zamki.res.pl/bochotnica.htm

      Jadąc od Lublina zamek zobaczymy na wzgórzu po lewej. Można zaparkować przy głównej drodze lub podjechac ciut dalej, aż do podnóża samej góry. Wspinaczka - nawet w zimie - nie jest uciążliwa. Chyba nawet nie powinno się używać określenia "wspinaczka". Ot, milutki spacer.

      Wejście szacuję na jakieś 10-15 minut. Cykając zdjęcia trwa to oczywiście dłużej :-). Ale wycieczka to nie wyścigi. Przyszliśmy tu odpocząć, nałykać się świeżego wozducha i polukać na widoki.

      Jesteśmy już na przy ruinach zamku. Niedaleko odkryjemy fragmenty jakiegoś budynku zbudowanego z kamienia, jakby przynależnego do epoki, w której funkcjonował zamek. Być może zmieszkiwała w nim służba. Wkoło zresztą mnóstwo  kawałków murów zaadaptowanych na przestrzeni lat przez gospodarnych ludzisków na ichnie potrzeby.

      Sam zamek powstał gdzieś w XIII wieku - podobno tak "mówią" wykopaliska" choć pierwsze zapiski o zamku pochodzą z 1368 roku. Zamek miał co najmniej dwóch właścicieli aż w XV trafił w posiadanie Anki Zbąskiej, która - mówiąc krótko bąki zbijała i okoliczne wsie rabowała. Owa kobieta poukrywała kosztowności w pobliskich jaskiniach i wyraziła chęć pilnowania ich po śmierci - w ramach lokalnego ducha-zjawy. Ale chłopstwo cwane było i skarby sobie po cichu odkopało. A biedna Anka Zbójniczanka tłucze się i tłucze po wądołach po dziś dzień - podbno, bo myśmy tego ani słyszeli ani widzieli -  przekonana, że skarbów nadal pilnuje.

      Z początkiem wieku XVI król Zygmunt Stary przekazał Bochotnicę z zamkiem rodzinie Samborzeckich. Zamek został zniszczony przy okazji jakichś potyczek i ostatecznie opuszczony w XVII wieku.

      Ale, ale - bym zapomniał: zanim to wszystko się wydarzyło to jak tylko zamek został wybudowany skorzystał z niego inny król, Kazimierz Wielki. Ten posiadał swój zamek nieopodal w Kazimierzu Dolnym. W tym w Bochotnicy zakwaterowała swoją kochankę, młodą żydówkę Esterę. Wybierał się z nią często na spacery. Ażeby nie przeszkadzała im /czasem/ brzydka pogoda, kazał wybudować podziemny korytarz łączący oba zamki. Tunel ten dotrwał do lat 1964-1965, kiedy to został zbadany i nie wiadomo dlaczego zasypany.

      Póki co król Kazio Wielki dyrdał sobie pod ziemią do Esterki. Póżniej ona go odprowadzała do Kazimierza  Dolnego, bo facet leciwy już był i zadyszki dostawał. A że gentleman był to i on ją nazad wiódł pod rękę do Bochotnicy. I tak się wodziili tam i z powrotem aż się król zmęczył, z Kazimiwerza do Warszawa pojechał i tyle go widzieli.

      A że to prawda, każdy może się przekoanać, póki mury zamku w Bochotnicy jeszcze stoją :-)

       

       

       

       

      Domek dla służby? dziś już wiem, że nie: zerknijcie do komentarzy :-)

       

      Zaglądamy przez okno - w środku pusto

       

      No tak - skoro drzwi nie ma...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „zamek w bochotnicy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wujekbronek
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 00:02
  • sobota, 25 grudnia 2010
    • szopka u grzesia

       

      Jest w Lublinie takie miejsce, gdzie wieczorową czy też nocną porą przeniesiemy się w odległe czasy i na własne oczy zobaczymy, jak to było z narodzeniem Jezusa. Tu niedaleko - u naszego sąsiada Grzesia. Kiedy mi powiedział, że przygotował stajenkę bożonarodzeniową - chyba tylko przyjąłem to do wiadomości. Nie przechwalał się i nie wołał: no chodź... eee Bronek ;-) i zobacz!

      Dopiero wieczorem naszą uwagę zwróciło coś rozświetlonego miękkim, żółtym światłem. Całkiem inaczej niż lampki na choinkach stojących przed domami.  No tak, to była stajenka Grzesia!

      Jak dla nas istne cudo! Istna perełka! Oceńcie zresztą sami :-)

       

      Główna osoba dramatu, mały Jezus... pewnie już po wieczornej kąpieli :-)

       

      Pewnie Józef, choć Iska poddała, że to może pasterz - wiecie latarenka i kostur, takie tam oprzyrządowanie do pilnowania stada owiec :-)

       

      Maria, tak jak na każdym /prawie/ obrazku widać, z dłonią na sercu...

       

      Na głowie światełko - górnik? :-) nie, nie - wiadoma rzecz, że to mądry człowiek

       

      Król - każdy rozpozna a można dodać "król jaki jest kazdy widzi" :-)

       

      Czarny król, idealny do partii szachów... tak czy inaczej drugi - trzeci się gdzieś zapodział: musimy dopytac Grzesia, bo historia poucza o trzech królach

       

      Pastuszek - inna forma wtajemniczenia pasterza :-). Pasterz był chłopem starym a co najmniej starszawym. Pastuszek natomiast to młodziak

       

      Odchodząc ostatni rzut oka przez siatkę ogrodzenia - żegnamy postaci dramatu. Cicho i ciemno. Jasełkowy klimat przenosimy w ciepłe zakątki naszych domów i mieszkań - pa, pa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „szopka u grzesia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wujekbronek
      Czas publikacji:
      sobota, 25 grudnia 2010 01:22
  • piątek, 24 grudnia 2010
  • czwartek, 23 grudnia 2010

Wyszukiwarka

Kategorie

Kanał informacyjny

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Akcja: Nie kradnij zdjęć! Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...